5 listopada 2013

Wyprawka - dzisiejsza paczka :)

O tym, że przeżywam pościelkowy szał, mogłyście się przekonać w TYM poście. Długo nie czekając podjęłam decyzję... i wybrałam zupełnie inną pościel. ;) Zdecydowałam się na zakup w sklepie EFFII i kolekcję lnianą. Pościel jest bardzo prosta, ale właśnie takie lubię najbardziej. Największym atutem prostych wzorów jest to, że można je łączyć później z różnymi deseniami i kolorowymi printami.
Dzisiaj paczka do mnie dotarła, więc postanowiłam zaraz po otwarciu zrobić zdjęcia, bo później jakoś ciężko to wszystko ogarnąć. Dodatkowo zakupiłam szare prześcieradło do łóżeczka dla Malutkiej.






No i lecimy z wyprawką dalej... :) A Wy na jakie postawiłyście pościelki?



4 listopada 2013

28 tydzień i niedzielny relax! ;)

Dzisiaj mija dokładnie 27+5 tc. Mój cotygodniowy rytuał czyli czytanie i analizowanie co zmienia się u mojej Dzidziulinki (co dojrzewa, co się rozwija, ile mniej więcej przybrała na wadze) właśnie dzisiaj miał miejsce. Bardzo cieszy mnie fakt, że wszystkie narządy powinny być już na tyle rozwinięte, że w razie przedwczesnego porodu na tym etapie - 28-tygodniowe kruszynki dają sobie radę przy wsparciu aparatury medycznej. Oczywiście! Nikt na tym etapie nie wyczekuje porodu i go nie chce, w końcu wcześniaczki nierzadko obarczone są  po porodzie wieloma problemami wynikającymi z ich niedojrzałości...ale dobrze wiedzieć, że są w stanie poradzić sobie po drugiej stronie brzuszka, a nawet rozwijać się później bez większych problemów. Naoglądałam się w życiu trochę takich małych istotek na oddziałach neonatologii i różnica między maluchami z 25 tygodnia, a tymi z 28,29 jest naprawdę ogromna.
Moją Dzidziulinkę chcę zobaczyć dopiero w styczniu, ale każdy kolejny tydzień ciąży i skoki milowe w rozwoju prenatalnym dziecka, dają mi ogromną radość i nadzieję, że i u nas będzie dobrze... :)
Za tydzień kolejna wizyta u lekarza, bardzo chciałabym usłyszeć, że nadal wszystko przebiega dobrze, a Mała prawidłowo przybiera na wadze.

Test obciążenia glukozą. Byłam dzisiaj na badaniu poziomu cukru we krwi. Całe badanie trwało 2 i pół godziny i oczywiście jedyne co piłam/jadłam to glukoza. Dałam radę, chociaż z małą pomocą cytrynki. ;)
Nie jestem niestety specjalnie zadowolona z przygotowania jej dla mnie. Dostałam połowę kubka wody i to w dodatku chłodnej wody, w której nijak taka ilość cukru nie chciała się rozpuścić, mimo że mieszałam intensywnie...na koniec w kubku została breja gęstej glukozy, którą pani pielęgniarka - o zgrozo! - kazała mi zjeść łyżeczką i pogryźć. Szczerze? Nie było to przyjemne, ale na szczęście nie zwymiotowałam i dałam radę wysiedzieć przez kolejne dwie godziny. Towarzyszyła mi książka Doroty Wellmann i całe szczęście, to dzięki temu nie myślałam o tym, że jest mi odrobinę niedobrze. :)

III trymestr w toku, brzuszek rośnie jak na drożdżach, ale widać to dobrze tylko kiedy jestem w pozycji pionowej, gdy siedzę lub leżę brzuszek się chowa bardzo mocno, aż wygląda to dziwnie...może wkleję Wam kiedyś porównanie jak wyglądam w pionie, a jak w poziomie. ;) Rozstępów póki co nie zanotowałam, ale jestem psychicznie przygotowana, że może w pewnym momencie pojawić się ich cała chmara. Kilka dni temu koleżanka opowiadała mi, że jej siostra w 38 tygodniu nie miała ani jednego rozstępu i nagle po jednej nocy pojawiły się na całym brzuszku...widać bywa i tak, trzeba być gotowym. :) Smaruję się intensywnie masełkiem Mama Mio Tummy Rub, które niestety muszę zamawiać z zagranicy. Robiłam kiedyś wpis na temat preparatów przeciwrozstępowych, masełko to - pobija wszystkie pozostałe. Przede wszystkim utrzymuje nawilżoną skórę na długo i nie odczuwam po jego wsmarowaniu swędzenia brzucha.

A na koniec kilka zdjęć pod hasłem niedzielny relax, dobrze, że zamówiona przeze mnie bruschetta z grillowanym kurczakiem nie załapała się na zdjęcie! Była ogrooomna, a ja jak gdyby nigdy nic...wszamałam ją w zaledwie kilka minut. Hmmm. Pycha! Na samo wspomnienie, robię się głodna.
Coś ostatnio apetyt wyraźnie mi rośnie... :)






2 listopada 2013

Jedzeniowo ;)

Wpis zdecydowanie mało ciążowy... ale za to wpływający na apetyt! Przynajmniej w moim  przypadku. ;)
Od jakiegoś czasu w kwestii jedzenia, a tak naprawdę obiadów - nie mam na nic konkretnego ochoty... brakuje mi mobilizacji, by przyrządzić coś pysznego no i przy okazji brakuje mi sił. Ostatnio po spędzeniu trzech godzin w kuchni - na przygotowywaniu kremu dyniowego, leżałam później drugie tyle, z bólem pleców. Przyszedł mi więc do głowy pomysł na potrawę prostą w przyrządzeniu i przy tym bardzo dobrą. Domowa pizza. Ciasta nie pozostawia się do wyrośnięcia, a składniki dopasowuje się oczywiście według uznania. Jeśli ktoś będzie zainteresowany, chętnie wrzucę przepis.

Nasza pizza, oprócz ciasta składa się z dobrej jakości szynki, suszonych pomidorów, oliwek zielonych, ziół, sosu pomidorowego własnej roboty, mozzarelli oraz goudy, a po upieczeniu na wierzch poszła rucola. Czas przygotowania to razem z pieczeniem ok 40 min (20 min przygotowanie + 20 min pieczenie).
Obiadokolacja gotowa. :) Jeśli macie jakieś fajne pomysły na szybkie i pyszne dania to chętnie przygarnę. ;)






29 października 2013

Poscielowe przedpoludnie + III trymestr

Wielkimi krokami zbliżamy się III trymestru, lada chwila na liczniku będzie 70% okresu ciążowego - za nami. Jak widzicie na zdjęciach z poniższego postu brzuszek naprawdę rośnie jak szalony, ale przybyło mi na ten moment dopiero + 4 kg (do wagi sprzed ciąży). Muszę poczynić jeszcze nowe pomiary w centymetrach. ;)
Pamiętam jak na początku ciąży czytałam wpisy dziewczyn z 20, 23 tygodnia i zazdrościłam im po cichu, że są już w tak zaawansowanej ciąży - na dzień dzisiejszy dziewczyny te, to już mamy, które mogą tulić swoje maleństwa do siebie. No więc znowu im po cichutku zazdroszczę i nie mogę się doczekać... :)

Obiecałam już jakiś czas temu zrobić wyprawkowe zdjęcia, ale jakoś nie mogę się za to zabrać. Prawda jest taka, że na naszego Stworka czekają już dwa spore kartony nowych rzeczy (bo przyszła-mama nie umiała się powstrzymać), no i jeden jeszcze większy z wybranymi już przeze mnie ciuszkami po maluchach z rodziny. Wszystko, w rozmiarach 56, 62, 68 i kilka 74. Chyba nam wystarczy. :)
Co jakiś czas, zamawiam też pojedyncze rzeczy w sieci. Gdy mam czas no i dostęp do internetu to przeglądam dziesiątki stron i wybieram, przebieram i nie mogę się zdecydować, dostępnych jest tyle cudowności, a jednak chciałabym wybrać jedną bazę kolorystyczną - na kącik dla Małej - i dobierać pod nią żywsze dodatki.

Ostatnio jestem na etapie poszukiwania pościeli idealnej, głównie pod względem jakości materiałów oraz designu. Najbardziej "kręcą mnie" pastele, w tym przede wszystkim jasne szarości. Do tego dodatki mogą być naprawdę przeróżne od kolorów figowo-śliwkowych, fuksje, przez granaty i czerwienie. Oczywiście - nie wszystkie kolory na raz. ;)  Poniżej moje ostatnie typy (w tytułach odnośniki do ich stron):




 
 









Co jakiś czas znajduję nowe inspiracje, więc pomysły się zmieniają. Myślę, że za jakiś miesiąc jedna z pościeli będzie już u nas. A dzisiaj "pościelowe przedpołudnie" umiliły mi dodatkowo słodkie pyszności oraz kurier z paczkami, a w nich znalazł się kocyk w muffinki z przeznaczeniem do wózka (i nie tylko) od La Millou oraz otulacze wielorazowe marki Bambino Mio (white i blueberry).




Dzisiaj na szczęście leniwy dzień, więc przyszedł i czas na jesienny spacer...

Do napisania! :)

Jestem...wielka! 27 tc

...I chodzi mi o zupełnie dosłowną moją - wielkość. Chyba trzeba się z tego cieszyć, bo od początku bardzo tego chciałam - by czas przyspieszył. Przespieszył zdecydowanie i całkiem nagle. Zorientowałam się po prostu, że nie wiem kiedy minęły sobie całe dwa tygodnie od naszego ostatniego, pamiątkowego zdjęcia na ceglanej ścianie. Sporo się działo przez ten czas, ale co najważniejsze - najbardziej w tym czasie zmieniła się Mała. Przez te zmiany mam wrażenie, że muszę "na nowo" przyzwyczajać się do ciąży.
Wiem, że przełom 6 i 7 miesiąca równa się bardzo dużo skok rozwojowy u dziecka, przez miesiąc podwaja swoją masę ciała... ale nie sądziłam, że będę to aż tak mocno odczuwać. Nie ma już kopniaczków, nie ma delikatnych łaskotek to z boku, to pod pępkiem. Mała przeciąga się, prostuje nóżki i rączki, uderza a to w pęcherz, a to w jelita. Przemieszcza się sprawiając, że mój brzuch przybiera najróżniejsze figury geometryczne i te mniej geometryczne. ;) Z dnia na dzień staje się coraz bardziej "odczuwalna" i aktywna. Kilka razy zdarzyło mi się takie drżenie w środku brzucha, że zaczynałam się już niepokoić co tam się dzieje? Do teraz nie mam pojęcia... może czkawka? Ale jakaś dziwna chyba. Sporo nowych doświadczeń.

Również od dwóch tygodni w naszym mieszkaniu nie ma internetu, padł ruter i wymaga naprawy. Dlatego ostatnio rzadziej piszę. Mam nadzieję, że na dniach będzie już po kłopocie, a póki co jestem u rodziny, więc mam możliwość coś wrzucić.
Patrzę na te zdjęcia i zastanawiam się... jak ja będę wyglądać za kolejne 10 tygodni?? :) Póki co rozstępów brak, smaruję się mazidłami coraz częściej i coraz więcej czasu poświęcam temu zabiegowi. Pomoże, nie pomoże - zobaczymy. W tym tygodniu muszę podjąć kilka ważnych decyzji i kroków, między innymi zadzwonić i umówić się z położną na spotkanie w sprawie porodu, pójść do fizjoterapeuty z moim kręgosłupem, zrobić w końcu badanie obciążenia glukozą, wybrać się na kolejne wyprawkowe zakupy i na kolejną wizytę kontrolną. Zaczynamy też szkołę rodzenia... Muszę zacząć to wszystko notować, bo dopadła mnie jakaś amnezja ciążowa i co chwilę o czymś zapominam...

A tak btw - w weekend ukończyłam kurs instruktorski masażu niemowląt Shantala, więc jeśli tylko możliwości pozwolą, mogę zacząć prowadzić kursy indywidualne w domach jak i grupowe. Od ostatniego zjazdu każdy musiał przeprowadzić takie zajęcia z rodzicami i efekty o których wszyscy opowiadali były tak niesamowite, że już nie mogę doczekać się masaży dla naszej Kruszynki. Dzieci lepiej śpią, mijają im kolki, lepiej jedzą i wypróżniają się, mamom wzmaga się laktacja, zwiększa cierpliwość i pozytywne nastawienie, dzieci i rodzice relaksują się podczas masażu... i wiele innych pozytywów. Nic więc dziwnego, że inną nazwą dla tego masażu jest - dotyk miłości, bo to właśnie miłość i więź między rodzicami i dziećmi, okazywana między innymi poprzez taki rodzaj masażu - działa tak wiele dobrego.

Na koniec - wielkie my. ;)